Meow Misery: podobno trzeba wierzyć w to, że jest się wyjątkowym, ale ja cenię swoją przeciętność. kilka lat nie pisałam bloga, bo nie było po co. wydawało mi się, że wszystko już powiedziałam o wszystkim, a blogosfera w ciągu tego czasu zmieniła się tak bardzo, że nie chciało mi się tutaj wracać. zmieniłam się jednak i ja i być może dlatego jest ten blog. mam więcej lat i mniej do powiedzenia, jestem chyba łagodniejsza, na pewno szczęśliwsza, chcę pisać blog o wszystkim, co jest mi bliskie.
więcej...


2018
08, 07, 06, 05, 04, 03, 02, 01,
2017
12, 11, 10, 09, 08, 07, 06, 05, 04, 03, 02, 01,
2016
12, 11, 10, 09, 08, 07, 06, 05, 04, 03, 02, 01,
2015
12, 11, 10, 09, 08, 07, 06, 05, 04, 03, 02, 01,
2014
12, 11, 10, 09, 08, 07, 06, 05, 04, 03, 02, 01,
2013
12, 11, 10, 09, 08, 07, 06, 05, 04, 03, 02, 01,
2012
12, 11, 10,
05 grudnia 2012, 21:45 : running (10/2012)
// skomentuj (0)

(spróbuję odtworzyć to na szybko, bo poprzedni wpis zjadło)

grudzień. jakieś wnioski? sypnęło śniegiem i trochę piździ. szalik został w redakcji, więc jutro znowu zmarznę w drodze do. w domu jest mi ostatnio fajniej, chociaż na pewno spokojniej niż na mieście. miasto jest ostatnio "miejscem pracy", w pętli koncert-wystawa-spotkanie-koncert. miało być bardziej literacko, ale nie będzie. jest przecież 5 grudnia, dzień w którym pudelek odwołał się do wyższych wartości w mediach (nie wierzysz? proszę: "czy to są jeszcze "media"?"). będzie jednak nadal lokalnie, nawet bardzo lokalnie. to mój blogasek i mogę sobie pisać tutaj, co chcę.

nie żałuję, że nie wyjechałam z mojego rodzinnego miasta. to świetne miejsce dla tych, których nic nie cieszy. jest mi tu dość wygodnie, bo ani się za bardzo nie narobię, ani za dużo nie wydam. nie boli mnie, że nie dojadę na jakiś zapomniany koniec miasta - tam też nie ma nic ciekawego. nie przeszkadza mi też brak linii nocnych, bo skąd tym nocnym wracać? większość knajp zamknięta, a w tych otwartych do piwa dodają darmowy łomot. estetyka to rzecz względna. brzydota też może być urokliwa. na pewnym etapie ulice nie muszą już niczego udawać, opadają styrane dekoracje. jest przynajmniej prawdziwie. znajomi też nic nie muszą. na pewno nie muszą tu siedzieć - w końcu mamy 21 wiek, komórki i internety, można się przecież kontaktować. władzy z góry wybaczam wszelkie błędy. ludzie mylą się całe życie. czym jest jedna kadencja, dobra - nawet dwie - wobec całego życia?

poza tym, pozostając jeszcze w temacie pakowania się i spierdalania: szukam nowej torby. takiej, która pomieści zyliony książek, notesów, aparat fotograficzny itp. stare są już stare i zmęczone (umówmy się, że "jakość" to w dzisiejszych czasach trudne słowo). na razie wybrałam cztery pod ewentualną rozwagę (lub znalezienie podobnych, haha). włala:

w kolejności: mizensa - model aida, friis & copany - weekend bag, , friis & company - alpine bag i laredoute.pl. którą brać?



10 grudnia 2012, 09:00 : gentle groove (11/2012)
// skomentuj (0)

nie lubię poniedziałków, a jeszcze bardziej nie lubię poniedziałków zimowych. zima nadal dość skutecznie wyprowadza z tzw. równowagi (mimo swojej zadziwiającej sterylnej estetyki), ale od jakiegoś roku niesie też skojarzenia miłe sercu. na przykład takie, kiedy z krzysiem chodziliśmy w styczniu po parku i fotografowaliśmy miejscową zwierzynę, a prosna była skuta lodem:










14 grudnia 2012, 13:39 : tak, czytam "jeżycjadę" (12/2012)
// skomentuj (0)

i ze wszystkich bohaterów tej serii najbardziej lubię janusza pyziaka. którego (uwaga, spoiler) musierowicz chce chyba uśmiercić. no szkoda.



swoją serię "jeżycjady" już dawno sprzedałam na allegro, kolejne tomy (te wydane po "kalamburce") podczytuję dzięki życzliwości koleżanek. nie kupuję, bo sentyment zastąpiła irytacja. zresztą słabiutki poziom "języka trolli" i "czarnej polewki" był powodem, dla którego pozbyłam się całej serii.

nie wiem, może borejkowie zawsze byli tacy? małostkowi, złośliwi, autorytarni? wcześniej jakoś nie widziało się ich dziwnych przywar, nieżyciowego podejścia do wielu kwestii, dulszczyzny, która złamała nawet tak żelazne charaktery jak tygrys. dlatego pyziak jest jedynym normalnym bohaterem tej serii. "mcdusi", najnowszej powieści mm, nie czyta się już "lekko, w jeden wieczór". ostatnie trzydzieści stron zmęczyłam wczoraj, wkurwiając się właściwie na każde słowo.

świat wg musierowicz to pochwała ciepła rodzinnego. przykłady z najnowszej, dziewiętnastej już, książki w serii: 16-letni józef (syn idy i marka) wychowuje się praktycznie bez ojca. zapracowanego lekarza całymi dniami nie ma w domu, autorka rozgrzesza marka jednym, rzuconym mimochodem zdaniem: "Zawsze istniała obawa, że, pochłonięty pracą lub zatrzymany przez chorych albo personel, doktor Marek Pałys zapomni o uroczystościach rodzinnych". zresztą, co robią ojcowie w tej książce? podkręcają wąsa, przede wszystkim. jakąś tam aktywność ("historie wędkarskie" itp.) wykazują przy okazji wielkiej, rodzinnej wigilii, ale tak poza tym - to ich nie ma. są za to kobity. np. taka ida, która terroryzuje swoje dzieci i wszystkich wokół. jest taka laura, która z chwili na chwilę traci swoją ostrość, prowadzi jałowe rozmówki z narzeczonym (ale rozumie je każdy, kto był kiedyś zakochany), by w końcu uświadomić sobie, że była złą córką. jest wreszcie popis chaosu (bernard żeromski, typ wkurwiającego, wścibskiego znajomego; scena z fajerwerkami odpalanymi z balkonu, ale tu akurat może jestem przewrażliwiona, bo na moim osiedlu mieszkają chyba wyłącznie ojcowie dziuby).

i na koniec - język. bohaterowie to ludzie bardzo młodzi, 16-18 latkowie, którzy posługują się językiem tak archaicznym jak tylko się da ("mama mnie ratuje, trzyma w łóżku, stawia bańki i napycha syropem, jak gęś"), wygłaszają jakieś potworne komunały... widać, że mm straciła kontakt z młodymi ludźmi, a oni - z jej książkami. zresztą, może to i lepiej?



15 grudnia 2012, 13:55 : vitalia. dzień trzeci (13/2012)
// skomentuj (0)

na szybko, bo po treningu ledwo siedzę: dzisiejsze płatki owsiane w spisie posiłków utwierdziły mnie w przekonaniu, że wybrana przeze mnie 'metoda odchudzania' to jednak ciężka jazda. nie widzę jednak innej metody, a sposoby typu 'mniej żreć' po prostu nic nie dają, bo mam zerowy imperatyw. za vitalię zapłacilam i w sumie tylko to mnie przekonuje do dalszych działań (kasa ma się zwrócić i tyle). na szczęście można przy wybranym posiłku kliknąć "lubię to" lub "nie lubię" i świat gubienia sadła staje się łatwiejszy. płatki owsiane no more. sam trening w porządku, mimo że ledwo siedzę. ale tak to bywa, gdy po prostu nie ma się kondycji. to tyle. idę zjeść moje 2 i pół mandarynki w ramach drugiego śniadania.



27 grudnia 2012, 07:03 : 2012, jak było?
// skomentuj (0)

ta sama ulica, ten sam widok od lat. w mieszkaniu też raczej bez zmian. mam wrażenie, że czas stanął w miejscu. lambert w "nieśmiertelnym" mówił coś o zmęczeniu wiecznością i chyba zaczynam kumać, o co mu chodziło



niby nie lubię podsumowań, ale z drugiej strony ten moment między świętami a nowym rokiem, kiedy jest trochę luźniej, skłania ku podobnym "rozważaniom". 2012? przede wszystkim rewolucje w sercu, wielka szkoła kompromisów i takie tam. możliwe, że tracę ostrość. i co? i nic. gówno mnie to obchodzi. najważniejsze, że jest dobrze. druga sprawa: ta nieszczęsna dieta. pewnie: poszłam za ciosem, miałam kasę, kupiłam sobie odchudzanie. i tak jest to wielka prowizorka, bo nie jem połowy potraw z przepisów (nie ma kiedy, serio), a poza tym mieliśmy święta, ale ćwiczę regularnie i uważam, że to spory wyczyn. kwestia uporu, chociaż nie jestem zawzięta jakoś bardzo.

co poza tym? mniejsza spina i od razu więcej przestrzeni. wystarczyło odsunąć w niebyt kilka toksycznych jednostek. nie mam ciśnienia na porady, ale współczuję tym, którzy chcą żyć dobrze ze wszystkimi innymi. można się jedynie zajechać. konfucjusz mawiał, że ludzie dzielą się na głupich i mądrych. głupich warto zostawić tam, skąd przyszli, inaczej traci się czas, który można by poświęcić na rozwijanie relacji z ludźmi mądrymi.

generalnie jednak ten rok był bardzo podobny do pozostałych, a ilość lat, które przeżywam w takim niby-zawieszeniu, jest już krytyczna. tego rodzaju wnioski coraz mocniej szarpią nerwy, chociażby w oklepanym kontekście "nie tak miało być". ciężko zadowolić rozczarowanego dzieciaka, ale hej, przynajmniej się staram


naszyjnik: stradivarius, koszulka z szafy



30 grudnia 2012, 14:09 : ostatni dzień przed ostatnim dniem (15/2012)
// skomentuj (0)

























rodzice, koty