Meow Misery: podobno trzeba wierzyć w to, że jest się wyjątkowym, ale ja cenię swoją przeciętność. kilka lat nie pisałam bloga, bo nie było po co. wydawało mi się, że wszystko już powiedziałam o wszystkim, a blogosfera w ciągu tego czasu zmieniła się tak bardzo, że nie chciało mi się tutaj wracać. zmieniłam się jednak i ja i być może dlatego jest ten blog. mam więcej lat i mniej do powiedzenia, jestem chyba łagodniejsza, na pewno szczęśliwsza, chcę pisać blog o wszystkim, co jest mi bliskie.
więcej...


2018
11, 10, 09, 08, 07, 06, 05, 04, 03, 02, 01,
2017
12, 11, 10, 09, 08, 07, 06, 05, 04, 03, 02, 01,
2016
12, 11, 10, 09, 08, 07, 06, 05, 04, 03, 02, 01,
2015
12, 11, 10, 09, 08, 07, 06, 05, 04, 03, 02, 01,
2014
12, 11, 10, 09, 08, 07, 06, 05, 04, 03, 02, 01,
2013
12, 11, 10, 09, 08, 07, 06, 05, 04, 03, 02, 01,
2012
12, 11, 10,
14 grudnia 2012, 13:39 : tak, czytam "jeżycjadę" (12/2012)
// skomentuj (0)

i ze wszystkich bohaterów tej serii najbardziej lubię janusza pyziaka. którego (uwaga, spoiler) musierowicz chce chyba uśmiercić. no szkoda.



swoją serię "jeżycjady" już dawno sprzedałam na allegro, kolejne tomy (te wydane po "kalamburce") podczytuję dzięki życzliwości koleżanek. nie kupuję, bo sentyment zastąpiła irytacja. zresztą słabiutki poziom "języka trolli" i "czarnej polewki" był powodem, dla którego pozbyłam się całej serii.

nie wiem, może borejkowie zawsze byli tacy? małostkowi, złośliwi, autorytarni? wcześniej jakoś nie widziało się ich dziwnych przywar, nieżyciowego podejścia do wielu kwestii, dulszczyzny, która złamała nawet tak żelazne charaktery jak tygrys. dlatego pyziak jest jedynym normalnym bohaterem tej serii. "mcdusi", najnowszej powieści mm, nie czyta się już "lekko, w jeden wieczór". ostatnie trzydzieści stron zmęczyłam wczoraj, wkurwiając się właściwie na każde słowo.

świat wg musierowicz to pochwała ciepła rodzinnego. przykłady z najnowszej, dziewiętnastej już, książki w serii: 16-letni józef (syn idy i marka) wychowuje się praktycznie bez ojca. zapracowanego lekarza całymi dniami nie ma w domu, autorka rozgrzesza marka jednym, rzuconym mimochodem zdaniem: "Zawsze istniała obawa, że, pochłonięty pracą lub zatrzymany przez chorych albo personel, doktor Marek Pałys zapomni o uroczystościach rodzinnych". zresztą, co robią ojcowie w tej książce? podkręcają wąsa, przede wszystkim. jakąś tam aktywność ("historie wędkarskie" itp.) wykazują przy okazji wielkiej, rodzinnej wigilii, ale tak poza tym - to ich nie ma. są za to kobity. np. taka ida, która terroryzuje swoje dzieci i wszystkich wokół. jest taka laura, która z chwili na chwilę traci swoją ostrość, prowadzi jałowe rozmówki z narzeczonym (ale rozumie je każdy, kto był kiedyś zakochany), by w końcu uświadomić sobie, że była złą córką. jest wreszcie popis chaosu (bernard żeromski, typ wkurwiającego, wścibskiego znajomego; scena z fajerwerkami odpalanymi z balkonu, ale tu akurat może jestem przewrażliwiona, bo na moim osiedlu mieszkają chyba wyłącznie ojcowie dziuby).

i na koniec - język. bohaterowie to ludzie bardzo młodzi, 16-18 latkowie, którzy posługują się językiem tak archaicznym jak tylko się da ("mama mnie ratuje, trzyma w łóżku, stawia bańki i napycha syropem, jak gęś"), wygłaszają jakieś potworne komunały... widać, że mm straciła kontakt z młodymi ludźmi, a oni - z jej książkami. zresztą, może to i lepiej?